Szara strefa rzeszow

Ministerstwo finansów ciągnie się najróżniejszych metod, aby ograniczyć szarą strefę i wyegzekwować należne opłaty. Samą spośród nich stanowiła kampania społeczna, promująca wśród konsumentów żądanie wydania paragonu po zakupie towaru czy usługi. Trudno powiedzieć, na ile ta akcja była skuteczna: Polacy cały okres traktują fiskus bardziej jak naszego przeciwnika niż sprzymierzeńca, więc gotowi są raczej machnąć na zabieg paragonu ręką niż zażądać dania go. Nie odczuwamy nawyku zbierania wszystkich dokumentów, by móc do nich w dowolnym momencie wrócić, który możemy obserwować chociażby wśród Skandynawów.

http://www.comarch-polkas.pl/2018/02/17/dlaczego-warto-zaktualizowac-system-comarch-erp-xl/

Paragon fiskalny znaczy dla nas kolejny, niepotrzebny papierek, który będzie zaśmiecał nam kieszenie. Po co dodatkowo przechowywać paragony, gdy są wydawane na takim papierze także takim tuszem, że po dwóch tygodniach nie widać, co pierwotnie istniałoby na nich powiedziane? Można mieć wątpliwości co do skuteczności tego gatunku akcji, ministerstwo wpadło a na plan, który obecnie w głowa Polaków wstrzelił się znakomicie, czyli loterię paragonową. Po dokonaniu zakupów za minimum 10 zł i wzięciu paragonu z drukarki novitus hd e,  każdy mógł zarejestrować się na stronie internetowej i zachować udział w losowaniu samochodu. Zwycięzcę loterii oczywiście odwiedziła telewizja publiczna. Uważam że takie działania pamiętają o znacznie więcej sensu, niż powtarzanie do znudzenia "weź paragon fiskalny, nie pozwól okradać państwa". Polacy nie lubią kiedy się ich uczy - to chyba sama z najbardziej prostych stron naszego wyglądu. Nie najlepiej działa oraz na nas metoda kija - przekonały się o tym siły komunistyczne, kiedy w obliczu represji opozycja nie właśnie nie rozproszyła się, ale skonsolidowała i wtrąciła do ostatniego zwycięstwa. O znacznie daleko od kija wydaje się działać marchewka, jak np. okazja na wygranie samochodu. Sam odczułem to na samodzielnej skórze, gdy robiąc zakupy w sklepie otrzymałem kartę pozwalającą na korzystanie punktów za jakiś zakupiony produkt. Problemy można było potem zamienić na nagrody rzeczowe. Starałem się więc dokonywać zakupy w ostatnim tak sklepie, mimo, że aby do niego dojść musiałem przejść pieszo około trzech kilometrów. Zrezygnowałem dopiero wtedy, gdy zorientowałem się, że aby otrzymać cenną nagrodę, musiałbym spełniać zakupy w obecnym tle przez długie lata. Tylko tak idzie na Polaków obietnica nagrody.